Opowiadanka

Rodzice słowem i przykładem życia /…/ są pierwszymi katechetami swoich dzieci – JP II

Tutaj Rodzice znajdą pouczające opowiadanka wychowawcze i katechetyczne dla swoich dzieci, w odniesieniu do personalistycznej wizji człowieka proponowanej przez Jana Pawła II.

30. Dziadek Leon i chłopcy…

Ogród to miejsce, gdzie Piotrek i Łukasz z kolegami lubili tam przebywać. Kiedyś do ogrodu zawitał dziadek Leon, usiadł na największym kamieniu i ciągnął swój monolog: „ Dawno, dawno temu na początku stworzenia świata, ogród Eden stał się pierwszym miejscem, w którym wydarzyło się coś co zadecydowało o dalszych losach człowieka”. Opowiedz dziadku jak to było – wtrącił Piotrek. Chłopcy usadowili się wokół dziadka i przysłuchiwali się dalszym opowieściom.

Dziadek zaczął swoją opowieść: „Jak zapewne pamiętacie z lekcji katechezy, pierwszym ogrodem był Eden ogród rajski, gdzie Bóg przygotował dla człowieka wszelkie dobra, lecz sprytny diabeł pod postacią węża namówił pierwszych ludzi do zjedzenia owocu z drzewa poznania dobra i zła i tak człowiek okazał nieposłuszeństwo Bogu i został ukarany wygnaniem z raju. Konsekwencją jest do dziś grzech pierworodny z którym każdy człowiek przychodzi na ten świat. Na szczęście Chrzest św. gładzi ten grzech.” 

    Nagle usłyszeli hałas, krzyki i biegnących w ich stronę chłopców, którzy rozglądali się i czegoś szukali. Co się stało? Zapytał ze zdziwieniem dziadek? Roztargnieni chłopcy zaczęli przekrzykiwać się nawzajem: „ ks. proboszcz potrzebuje kamieni żeby zbudować Grób Pański na Wielki Piątek w kościele. Powiedzieliśmy, że poszukamy i dlatego jesteśmy tutaj”. Cóż było robić? Chłopcy mieli w sobie tyle zapału, że nie należało im w tym przeszkadzać. Dziadek wstał z kamienia na którym siedział. Wtedy jeden z chłopców wykrzyknął: „jest, właśnie ten kamień jak raz przyda się”! Zabrali się do przetaczania kamienia, ale on ani drgnął, by wielki, ciężki i „wrósł” się w trawę. Dziadek zaproponował skuteczną pomoc, przyjechał ciągnikiem i głaz przywieziono do kościoła. Prezentował się okazale przy Grobie Pańskim i nie jednemu w głowie krążyła ta myśl: skąd taki kamień?” W czasie uroczystości wielkanocnych ks. proboszcz swoim zwyczajem dziękował wszystkim za przygotowanie kościoła na uroczystość, na końcu głos zawiesił i zapytał z uśmiechem? „Czy domyślacie się skąd ten wielki kamień u Grobu Pańskiego”? Chwila ciszy w kościele, a chłopcom zarumieniły się uszy. „To nasi dzielni ministranci z udziałem dziadka Leona znaleźli i przywieźli ten kamień z ich własnego ogrodu. Ten kamień był świadkiem wielu biblijnych opowiadań dziadka Leona  dla swoich wnuków, teraz jest świadkiem zmartwychwstania Jezusa w naszym parafialnym kościele”. Chłopcom zrobiło się bardzo milutko na sercu. Dziadku – zaproponował Piotrek – musimy wykorzystać ten kamień do jak najlepszych celów – będzie postumentem pod figurę Matki Bożej. Dziadek zamyślił się głęboko i z radością w sercu i łezką w oczach  westchnął: „dobrzy to chłopcy, co z nich wyrośnie? Planów i pomysłów mają pełne głowy, oby im tylko wąż kusiciel nie zamącił myślenia”. Ale przecież mają Ducha św. od dnia Chrztu św. On na pewno pomoże im uczynić wiele dobrego. Po wielu, wielu latach sędziwy dziadek Leon ujrzał na własne oczy jak Piotrek celebruje swoją pierwszą Mszę św. Prymicyjną. Dziadek Leon poczuł się spełniony jak biblijny starzec Symeon i westchnął: „ Jednak warto dzieciom opowiadać o Bogu, o Jego miłości do każdego z nas, teraz będzie to czynił ks. Piotr”.

29. Ballada o drzewku.

Na skraju wielkiego lasu rosła przepiękna rozłożysta choinka. Kołysała się wśród innych drzew nieco niższych od niej, nawet polubiła, kiedy wiatr wprawiał jej gałązki w pląsy, czuła w sobie przedziwny urok takiego „tańca” i śpiewała swoje leśne piosenki. Zdarzyło się, że potężny wicher postrącał jej śliczne szyszki z gałązek i z rozmachem porozrzucał po leśnej polanie. Tego już za dużo- pomyślała zniecierpliwiona choinka. Teraz będę dużo brzydsza w tym lesie, pozbawiona pięknych szyszek. I tak czekała aż pojawią się następne szyszki na jej zielonych gałązkach. Tymczasem strącone szyszki leżały na mokrym runie leśnym, ktoś zbierając grzyby kopnął jedną, inną wziął do ozdoby w domu, inną rzucił w drzewo sprawdzając swój trafny rzut. Namoknięte szyszki pogubiły ziarenka, które szybko zakotwiczyły się w ziemi i z czasem „napuchnięte” wilgocią zaczęły pękać a z nich zaczęły wyłaniać się malutkie, niewinne kiełki, które zadomowiły się stadnie wokół siebie. Z malutkich drzewek szybko wzrastały w ładne choineczki, które przyciągały oko innych leśnych gości. Pod jedną z nich zadomowił się zajączek, pod inną mrówki uwiły swoje mrowisko, pod jeszcze inną lis odpoczywał po swoich łowach.  Ponieważ choinki rosły sobie w gromadzie, z czasem zaczęły sobie przeszkadzać, jedna zaczepiała drugą, wypuszczając większą ilość gałązek tam gdzie miały wolne miejsce. Kiedyś przyjechał leśniczy, zdziwiony, że tak dużo choineczek w jednym miejscu, zaczął je wycinać do sprzedaży na święta Bożego Narodzenia. Wycinał tylko te, które posiadały rówo rozłożone gałązki i prezentowały się zachęcająco. Nasza choineczka też została wycięta, chociaż z jednej strony była wrośnięta w inną i dlatego miała mniejsze gałązki wyglądała jakby miała jeden bok troszkę krótszy. Leśniczy schował choinkę wśród innych ufając, że jakoś się ją sprzeda. Tymczasem każdy kupujący wybierał choinki według własnych potrzeb. Zostało już niewiele, święta już blisko. Wtem przyszła jakaś pani popatrzyła na choinkę w rogu i postanowiła ją kupić. Mogę ją sprzedać trochę taniej powiedział leśniczy, bo ma jeden bok niewykształcony. Dobrze powiedziała pani właśnie taka jest nam potrzebna. Okazało się, że choinka trafiła do kaplicy sióstr zakonnych i to przed same tabernakulum. Kaplica była mała, więc potrzebna była choinka, która zajmuje niewiele miejsca, tym mniejszym bokiem doskonale wpasowała się w wystrój całości kaplicy. Tego choinka nie mogła przewiedzieć, że dostanie się w tak wyjątkowe miejsce ze swoimi brakami i taka była właśnie potrzebna, wręcz oczekiwana. Przystrojona światłem i bombkami świeciła na całą kaplicę ciesząc się z wyjątkowego miejsca. Nasłuchała się śpiewu kolęd i modlitw uwielbienia na cześć Bożego Dzieciątka.  Kiedyś podczas śpiewu pomyślała: „to Dzieciątko, któremu tak śpiewają ludzie kolędy, pamięta o wszystkich nawet o niezdarnym drzewku, które tak zaszczycił wyjątkowym miejscem”. Skoro tak dzieje się z drzewkami to o ileż bardziej Bóg pamięta o każdym człowieku, którego stworzył na swoje podobieństwo, dla którego narodził się w nędznej stajni, uciekał przed Herodem do Egiptu, cierpiał głód i ubóstwo, nauczał wśród prześladowań umarł na krzyżu a potem zmartwychwstał? Wszystko, co żyje niech wychwala Boga. On nie nuży się ani nie męczy nikim, kogo stworzył. Każde Jego dzieło jest po to by ubogacać ten świat i byty tego świata mówią o Nim. Bez względu na to, czego ci brak, chwal Boga, bo takiego właśnie On potrzebuje. Nawet nie wiesz, kiedy i jak doznasz szczególnego zaszczytu wyniesienia, aż zadziwisz się tak jak nasza mała choinka.

 28.Gietrzwałd – miejsce objawień.

Piotrek i Urszula w towarzystwie dziadków dojechali do Gietrzwałdu. Przepiękny krajobraz widoczny był z każdej górki, a jest ich tam wiele. Jeziora, wyniosłe porośnięte lasem i trawą wzgórza kryją w sobie cały urok warmińskiej ziemi. Dziadku teren to piękny ale nazwa brzmi jakoś obco i tak trudno do wymówienia – zauważył Piotrek. Tak Piotruś słusznie zauważyłeś, Gietrzwałd to (niem. Dietrichswalde) został założony przez Warmińską Kapitułę Katedralną. Przywilej lokacyjny wystawiono 19 maja 1352 r. Odbiorcą przywileju był zasadźca Dittrich, od którego imienia osada przyjęła swą nazwę. Na przełomie XIV i XV w. wybudowano na jej terenie kościół.

Kult Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie datuje się od drugiej połowy XIV wieku. Związany najpierw był z Pietą, a od XVI w. z obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem, umieszczonym w miejscowym kościele. Obraz przedstawia Maryję okrytą ciemnoniebieskim płaszczem, trzymającą na lewym ramieniu Dziecię, ubrane w długą, czerwoną sukienkę. W 1717 r. obraz został ozdobiony srebrnymi koronami. Kult obrazu potwierdzają liczne vota.

Gietrzwałd zamieszkiwali najpierw potomkowie dawnych Prusów, a potem głównie „Warmiacy”, potomkowie przybyszów z Polski, którzy od XIV wieku zasiedlali ten teren. Posługiwali się charakterystyczną gwarą, która do XIX w. pozostawała pod wpływem literackiego języka polskiego, który był językiem literatury religijnej. Po pierwszym rozbiorze nastąpiło oderwanie Warmii od reszty Polski i wówczas zaczęła tam przybywać także ludność niemiecka. Spowodowało to przyswojenie licznych germanizmów. Sytuacja uległa zmianie dopiero w drugiej połowie XIX stulecia. Germanizacja przebiegała coraz gwałtowniej od momentu wprowadzenia ustaw uderzających w Kościół katolicki.

W 1873 r. język polski został zabroniony we wszystkich szkołach warmińskich, a pod wpływem Kulturkampfu zaczęto rugować z Warmii niepokornych kapłanów i zgromadzenia religijne, z wyjątkiem tych, które zajmowały się działalnością charytatywną.

Właśnie wtedy 140 lat temu na tej ziemi ukazała się Matka Boża i mówiła po polsku. 27 czerwca 1877 r. 13-letnia Justyna Szafryńska wracała z kościoła w Gietrzwałdzie do domu. Przygotowywała się do I komunii świętej i właśnie zdała egzamin u miejscowego proboszcza, ks. Augustyna Weichsela. Gdy na głos dzwonu odmówiła Anioł Pański, na klonie rosnącym koło plebanii zobaczyła niezwykłą jasność, a w niej biało ubraną postać, siedzącą na złocistym tronie, udekorowanym perłami. Po chwili zauważyła jasny blask zstępujący z nieba i anioła ze złotymi skrzydłami, w białej szacie. Gdy dziewczynka odmówiła Pozdrowienie Anielskie, postać podniosła się z tronu i wraz z aniołem uniosła się do nieba. Tak rozpoczęły się objawienia Matki Bożej, które trwały do 16 września.  Dziewczynka już po pierwszym widzeniu opowiedziała wszystko proboszczowi, który polecił jej następnego dnia przyjść na to samo miejsce. Gdy zadzwoniono na Anioł Pański, drzewo klonu zostało oświetlone. Wokół niego utworzył się złoty krąg, a na jego tle ukazał się tron ze złota, do którego dwaj aniołowie przyprowadzili Najświętszą Dziewicę. Gdy usiadła, inni dwaj aniołowie przynieśli Dziecię Jezus w niebiańskim blasku, trzymające w lewym ręku kulę ziemską i posadzili Je na lewym kolanie Matki Bożej. Nad wszystkimi pojawił się jeszcze jeden anioł, który wskazywał na wielki krzyż bez wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego.

30 czerwca Matka Boża objawiła się sama, bez towarzystwa aniołów. Tego dnia po raz pierwszy miała wizję także 12-letnia Barbara Samulowska, która przyszła wraz z Justyną. Obie dziewczynki pochodziły z ubogich katolickich warmińskich  rodzin o korzeniach polskich.

Podczas widzenia Justyna zapytała Maryję : „Czego żądasz Matko Boża?” i otrzymała odpowiedź: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec.” Matka Boża mówiła w zrozumiałej dla widzących miejscowej gwarze, bliskiej językowi polskiemu. Kiedy dziewczynka  zapytała: „Kto Ty jesteś?” w odpowiedzi usłyszała: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta.”

Kroniki relacjonują aż 160 objawień Maryi dla dzieci w których głównym objawieniem jest : modlitwa, wiara, sakramenty, korzystanie z sakramentu Pokuty, uznanie kapłanów za przewodników w wierze.

Ojej, westchnęła Urszula, nasze polskie ziemie zostały wyróżnione obecnością Pani z nieba. Tak, właśnie objawienie to jest jednym z 12 uznanych objawień maryjnych w całym Kościele na całym świecie. Powinniśmy się czuć zaszczyceni obecnością Maryi ale też zobowiązani do modlitwy, szczególnie różańcowej- wtrąciła babcia z miną doświadczonego pedagoga.

Maryja zeszła na ziemię to tak jakby ziemia stała się niebem – powiedziała Ula, i mówiła po polsku, jakie to cudowne – cieszyła się dziewczynka.  Dziś podziękujemy Jej za to różańcem prawda babciu?- powiedziała Urszula. Tak, koniecznie – wtrącił Piotrek. I jeszcze zaopatrzymy się w ten piękny obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Pójdziemy teraz dróżkami różańcowymi odmawiając tę cudowną modlitwę – zaproponował dziadek, a na końcu dróżek znajduje się źródełko z wodą, która uzdrawia tych, którzy z wiarą o nią  proszą. To źródełko pobłogosławiła sama Matka Boża. Napijemy się tej wody z wiarą i modlitwą. Dla wierzących wszystko jest możliwe.

27. Piotr i Ula w Kodniu nad Bugiem.

Dzieci z utęsknieniem doczekiwały białego ranka, aby wyruszyć w dalszą drogę, teraz kurs na Kodeń – zapowiedział dziadek. Hurra- wykrzyknęły dzieci, od dawna czekamy. To od Kostomłot tylko kilka kilometrów. Kodeń to miasto, które liczy sobie 500 lat i łączy się ściśle z historią Obrazu Kodeńskiego i księcia Mikołaja Sapiehy wojewody litewskiego i właściciela Kodnia. W prastarej Kalwarii Kodeńskiej można spotkać w okresie odpustów i latem starego Sapiehę w dostojnym kołczanie i długim ozdobnym płaszczu. Mury gotyckiego kościoła św. Ducha tchną atmosferą tamtych czasów, stare, zimne, mroczne, o ciężkim wręcz ołowianym powietrzu i czerwonych cegłach. Wokół Kalwarii dróżki maryjne, droga krzyżowa, ogród pełen pachnących ziół z fontanną z tablicami 10 przykazań, sapieżyńskie jeziorko z przystanią i łódeczką zachęcającą do wypłynięcia na głębię. Stamtąd rozpościera się widok na białą zabudowę klasztoru i kościoła Ojców Oblatów Maryi Niepokalanej.

Tutaj w wiecznie gościnnym mieście Ojców Oblatów można zawsze dowiedzieć się o historii tego miejsca i skradzionego przez Sapiehę Cudownego Obrazu z Watykanu. Obraz ten przyciąga od wieków pielgrzymów z Podlasia i nie tylko.

Dziadku – przerwał dziadkową opowieść Piotrek – kto miał taki niecny zamiar, żeby ukraść Matkę Bożą? Nie Matkę Bożą tylko obraz – poprawił wnuka dziadek. W domu mam książkę Zofii Kossak pt.: „Błogosławiona wina”, która w przepięknie barwny sposób opisuje duchową przemianę bohatera z magnata – gwałtownika porywającego cudowny Obraz z Rzymu bez pozwolenia papieża Urbana VIII w pokutnika – pielgrzyma. Autorka pokazuje, w jaki sposób zbrodnia może stać się błogosławioną winą.  Dziadku chcemy przeczytać tę książkę, ale dlaczego ta wina jest błogosławiona? Takie niezwykłe paradoksy zdarzają się na kartach Pisma św. a także w życiu ludzkim. Coś, co wydaje się niemożliwe staje się sednem ważnej sprawy, która jest błogosławieństwem dla ludzkości. Opowiem wam pokrótce a sami doczytacie resztę. Otóż, kiedy książę Sapieha ciężko zachorował doradzono mu, aby odbył pielgrzymkę do Rzymu. Nie było innych pojazdów oprócz konnych. Dlatego przyszykowano pojazd konny i zapasy na bardzo długą drogę i wyruszono. Kiedy książę Mikołaj Sapieha gorliwie błagał Maryję przed tym Obrazem doświadczył cudu, po prostu wyzdrowiał. Postanowił natychmiast, że za wszelką cenę powróci z tym Cudownym Obrazem do Kodnia. Sprawa nie była łatwa, papież nie wyraził zgody na zabranie, więc Sapieha przekupił kościelnego i ten wykradł cudowne płótno z obrazu, pozostawiając tylko ramy. Wyobraźcie sobie, jakim kłusem pędził Sapieha ze swoją świtą w drogę powrotną, świadom, że za nim ruszyła pogoń. Dnie i noce bez odpoczynku pędzili na oślep przez wioski, miasta, słychać było tylko tętent koni, ludzie budzili się w domach i patrzyli, co się dzieje. Papież Urban VIII pomimo dobrze zorganizowanej pogoni nie zdołał dosięgnąć Sapiehy i obrzucił go klątwą kościelną. To jest najgorsze, co może być.  Sapieha nie mógł publicznie modlić się w kościele, patrzył na Matkę Bożą z małego umieszczonego wysoko okienka i tak było całymi latami. Tymczasem Maryja cudownie wspierała biedny lud Podlasia. Czyny Sapiehy człowieka głęboko religijnego, pragnącego dla swojego ludu jak najlepiej dotarły szybko do samego papieża. I po wielu wielu latach papież postanowił zmienić decyzję na prośbę polskich posłów zdjął klątwę z Mikołaja Sapiehy i obraz darował.

Ojej, westchnął Piotrek – to pasjonująca opowieść. Już wiem, dlaczego ta wina jest błogosławiona – wtrąciła Urszulka. Chociaż Sapieha dokonał kradzieży Obrazu, to dzięki temu biedny lud Podlasia zyskał nową Królową, która od tylu stuleci patronuje Podlasiu. Ona jak Matka czule patrzy na swoje dzieci. Jest zwaną Matką Bożą Gregoriańską. Niesamowite, jakie mogą być drogi Matki do swoich zagubionych dzieci – wtrąciła babcia, która również z uwagą śledziła opowieść dziadka. A teraz czas odwiedzić Muzeum Etnograficzno-Misyjne zaproponował dziadek i ruszyli w dół biegu Bug.  

26.Piotr i Urszula w Kostomłotach- szlakiem podlaskich świątyń.

     Wakacyjny szlak dzieci wiódł wśród nadbużańskich lasów, rozlewisk i łąk, wzdłuż biegu rzeki Bug. Po drodze dzieci liczyły bocianie gniazda licznie zasiedlone. Zbliżamy się do Kostomłot, to jedyna w Polsce taka parafia, licząca ok. 120 parafian. Perełka unitów, mała, ślicznie urządzona cerkiew i życzliwy zawsze dla odwiedzających ks. Proboszcz. Od 2007 r. posługuje tu proboszcz – Ks. mgr Zbigniew Nikoniuk pochodzący z parafii Pratulin z rodziny o korzeniach i tradycjach unickich. Charyzmat jedności z tego miejsca promieniuje niemal na całą Polskę a nawet poza jej granice. Kostomłoty każdego roku odwiedza tysiące pielgrzymów i turystów.
Do sanktuarium Męczenników Podlaskich przybywają również teologowie i działacze ekumeniczni, by tu na odbywających się od kilkunastu lat Spotkaniach Ekumenicznych modlić się o jedność.
Z inicjatywy proboszcza parafii Ks. Zbigniewa Nikoniuka na przełomie maja i czerwca 2008 roku odbyła się Pierwsza Pielgrzymka Jedności z Kostomłotów do Pratulina. Jej wyjątkowość wyraziła w tym, iż po raz pierwszy do grobu Unickich Męczenników połączeni modlitwą wędrowali obok siebie katolicy – wierni i duchowni obu obrządków wschodniego i zachodniego z Polski, Ukrainy i Białorusi. Uroczystości odpustowe ku czci Męczenników z Pratulina w kostomłockiej cerkwi mają bardzo uroczysty charakter. Słynne są biesiady pieśni słowiańskiej. W niepowtarzalnej atmosferze nadbużańskiej przyrody, płonących ognisk oraz kąsających komarów 🙂 niemal do białego rana śpiewa się pieśni, rzewne dumki ukraińskie, chwytające za serce białoruskie pieśni i skoczne polskie kujawiaki.
W odpustową niedzielę sprawuje się  Boską Liturgię a później prawdziwa słowiańska biesiada przy stole, który ugina się pod stertą 500 porcji pieczonego indyka. Niezwykłą popularnością cieszy się od lat główny odpust parafialny św. Nikity. W obrządku wschodnim wielką wagę przywiązujemy do śpiewu – opowiada ks. Proboszcz tej parafii. Nie używa się u nas organów. Jedynym instrumentem jest ludzki głos. Stąd „źrenicę” duszpasterskiej troski stanowi parafialny chór. Składa się on z kilkunastu osób zwanych „piewczymi”. W listopadzie 2008 nasz chór wziął w Przeglądzie Chórów parafialnych w Polubiczach, zorganizowanym z inicjatywy i staraniem proboszcza tamtej parafii Ks. Józefa Nikoniuka. Od tego czasu przeżywamy drugą młodość :-), ponieważ szeregi chóru zasiliły kolejne osoby, zwłaszcza mężczyźni. Śpiew cerkiewny jest śpiewem wielogłosowym, dlatego wymaga ogromnego wysiłku i wielu prób. Nasz chór więc ćwiczy co tydzień nieraz po 3 godziny.
Kostomłoty odwiedzają harcerze, członkowie różnych ruchów i wspólnot kościelnych, studenci i uczniowie. Młodych przyciąga nie tylko duch kostomłockiej parafii i niepowtarzalna atmosfera unickiej cerkiewki, gdzie można się zadumać w modlitwie przed ikonami w blasku cerkiewnych lampek i świec, ale także piękno nadbużańskiej doliny, wyjątkowo czysta przyroda, możliwość korzystania z przyjemności jazdy konnej, w kostomłockiej szkółce jeździeckiej, spływów kajakowych ostatnią „dziką” rzeką Europy, a także możliwością przeżycia wielu cudownych wycieczek rowerowych i pieszych po okolicy, pełnej tajemniczych i przeciekawych miejsc na czele z pobliskim z Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej po rozliczne bunkry twierdzy brzeskiej i tatarskie Mizary.

Dzieci z otwartymi ustami i „okrągłymi” źrenicami słuchały i oglądały te niecodzienne wydarzenia. Tyle ciekawych miejsc znajduje się w naszej ukochanej Ojczyźnie- westchnął Piotrek i zawołał:” Jaki jestem głodny, szkoda że dziś nie ma odpustu w Kostomłotach, chętnie bym zasiadł do słowiańskiej biesiady”.

25.Piotrek i Ula w Pratulinie

Trasa wiodła krętą nadbużańską drogą, wzdłuż rzeki Bug, poprzez lasy, łąki, pola pełne dojrzałych zbóż, przydomowych ogródków nasyconych kwiatami o kolorach tęczy, wysokich słupów oświetleniowych pełnych bocianich gniazd. Nigdy wcześniej dzieci nie widziały tak spokojnego i urokliwego miejsca. Sporadycznie przejeżdżające samochody i wielka cisza, zieleń, błękit nieba i przepiękne słońce. Dojeżdżamy do Pratulina zarekomendował dziadek spoza kierownicy swojego ulubionego jeepa. Co będziemy tutaj zwiedzać? – zapytała Urszulka. To miejsce męczeńskiej śmierci 13 unitów. A kto to są ci unici- zapytał Piotrek? Zaraz wysiądziemy i wszystko wam opowiem, powiedział dziadek zatrzymując auto na parkingu. Popatrzcie tutaj buduje się ogromny Dom Pielgrzyma, każdy kto będzie chciał zatrzymać się dłużej, będzie mógł już wkrótce zanocować. A tutaj są cegiełki na budowę czyli twój i mój grosik na budowę tego dzieła. Dzieci wyjęły z własnej portmonetki oszczędności i zakupiły też swoje cegiełki. Mamy teraz swój malutki wkład  w to piękne dzieło – powiedział dziadek. A teraz posłuchajcie. Otóż na tej ziemi i przy tym drewnianym kościółku zginęło 13 unitów prawosławnych, którzy stanęli w obronie wiary i jedności Kościoła, bronili wejścia do kościoła żołnierzy carskich i dlatego zostali zastrzeleni. Nie chcieli wyrzec się wiary. Pozostały mury, które pamiętają tamte dni, w tym drewnianym kościółku zachowane są podziemia, solidne fundamenty przetrwały, pomimo, że żołnierze spalili kościółek, żeby zatuszować ślady i kult religijny. Kościółek odbudowano, a część fundamentów można oglądać do dziś. Przy bocznym ołtarzu są relikwie Błogosławionych Męczenników unickich w Relikwiarzu, który błogosławił Jan Paweł II w czasie beatyfikacji 6.X. 1996r. Relikwiarz jest solidny, potężny, przedstawia unitów z krzyżem broniących się przed wojskiem carskim dnia 24.I. 1874r. W nowym kościółku znajduje się trumienka z relikwiami, które zostały odnalezione po wielu latach zakopane pod lasem, ukryte przed ludźmi. Ks. Biskup polecił je odkopać i złożyć w kościele. Od tej pory doznają godnej czci, a od czasów beatyfikacji ludzie, którzy się modlą w tym miejscu za ich wstawiennictwem otrzymują łaski uzdrowienia.

To niezwykła historia- westchnął Piotrek. Obejdziemy teraz dróżki kalwaryjskie, należy skorzystać z bogactwa tego świętego miejsca – jak zawsze przewodniczył dziadek. Na koniec modlitwy dziadek zaprowadził dzieci do małej przytulnej kawiarenki, przy drewnianych ławach i stołkach, wśród kwietnych wieńców i pachnących ziół pożywili się smacznymi naleśnikami popijając herbatkę z mięty słodzonej lipowym miodem. Koniecznie musimy kupić dla mamusi słoiczek smacznego miodku- powiedziała Urszula i ziemię z miejsca męczeństwa – dołożył Piotrek. Tak kto z wiarą modli się do męczenników może otrzymać wiele łask. Ks. proboszcz opowiada o licznych cudach przez ich wstawiennictwo, a przyjeżdżają tutaj ludzie z całej Polski. Pratulin to malutka miejscowość liczy 12 rodzin i 22 osoby, ale pielgrzymów jest tu tysiące jak sami widzicie – powiedział dziadek. Dzieci zakupiły oczywiście plakietki tej miejscowości z magnesem do własnej kolekcji wakacyjnej i czas odjazdu – zapowiedział dziadek. W drodze dzieci jeszcze długo rozmawiały i pytały dziadka o wiele rzeczy, o których chciały się dowiedzieć. Teraz już wiedzą, że relikwie to święte cząstki męczenników lub materiał otarty o nie i że, relikwiarz to obudowa tych świętych cząstek np. kości,  może on  mieć różny kształt w zależności od tego jak  artysta go przedstawi, najczęściej związany z osobą świętą.

24. Piotr i Urszula poznają tajemnice Podlasia – Sokółka.

Dzieci w czasie wakacji przebywały u wujostwa w nadbużańskim plenerze na Podlasiu. Cudowne rozlewiska wodne, przełom Bugu. Poznawały geografię Podlasia, z mapką w ręku przemierzały tereny podlaskie i lokalizowały swój pobyt. Jest czym się zachwycić i zadziwić na podlaskiej ziemi : można popływać kajakiem, łódeczką po rzece Bug w miejscach do tego przeznaczonych, poobserwować z bliska nurt rzeki niosącej bardzo często grube wiekowe drzewa porwane biegiem rzeki, pokołysać długie pałki tataraku czy wręcz odwiedzić miejsca kultu. Dzieci razem z kuzynostwem wybrały się wzdłuż brzegów rzeki Bugu, który stanowi granicę z Białorusią. Zza rzeki słychać odgłosy ludzi tam mieszkających. Zresztą mosty i tamy są podwójną własnością – do połowy polskie, od połowy rosyjskie. Można zobaczyć żołnierza strzegącego granicę zarówno po polskiej stronie jak i po rosyjskiej. Po obu stronach drogi wiodącej wzdłuż rzeki Bug można obserwować gniazda bocianów na niemal wszystkich słupach elektrycznych. Jest to jedyna chyba w Polsce enklawa bocianich gniazd na słupach i stodołach. Są otaczane ochroną tamtych mieszkańców i gdy ktoś próbuje znieść gniazda istniejące dochodzi do niemałych interwencji mieszkańców nawet do walki o bociany w lokalnej prasie. Dzieci po raz pierwszy widziały na własne oczy jak mama bociania przygotowuje swoje „maluchy” do wysokich lotów. Bocianiątka czyniły próby podrywania skrzydeł do lotu i śmiesznie podskakiwały w miejscu. W pewnym momencie po kilkakrotnej próbie mama lekko trąca bocianiątko a ono traci równowagę w gnieździe i spadając rozwija skrzydła do lotu. W ten sposób odkrywa swoje możliwości i zaczyna samodzielne loty. Ten widok bardzo zainteresował dzieci, zrobiły kilka zdjęć aby później móc opowiedzieć swoje spostrzeżenia w domu czy w szkole. Nadbużańska przyroda kryje w sobie urokliwe miejsca, pełnych zielonych rozłożystych starych wierzb, pięknych dojrzewających łanów zbóż wszelkiego rodzaju, kopców suszonego siana czy zwiniętego w ogromne bele, które dzieci wykorzystały do gry w „chowanego”. Wreszcie dojechali do niewielkiego miasteczka, zatrzymali się na małym dobrze zadbanym ryneczku. To jest Sokółka – objaśniła ciocia Ania. Tutaj znajduje się kościół św. Antoniego Padewskiego gdzie wydarzył się cud eucharystyczny, który trwa do dzisiaj, można go oglądać. Dzieci nigdy w życiu nie widziały cudu, chociaż słyszały o cudach Pana Jezusa na katechezie w szkole i w domu od rodziców.

 A wydarzyło się to w niedzielę 12 października 2008 roku, tuż po beatyfikacji sługi Bożego ks. Michała Sopoćki, podczas Mszy świętej się w kościele parafialnym pw. św. Antoniego w Sokółce o godzinie 8.30, w trakcie udzielania Komunii świętej jednemu z kapłanów wypadł na stopień ołtarza konsekrowany Komunikant. Kapłan podniósł Go i zgodnie z przepisem liturgicznym, włożył do vasculum – małego naczynia z wodą, stojącego zwykle przy tabernakulum. Komunikant  miał się w tym naczyniu rozpuścić.

Po kilku dniach, siostra zakrystianka na prośbę ks. Proboszcza otworzyła naczynie i  zobaczyła czystą wodę z rozpuszczającym się w niej Komunikantem, na środku którego widniała wypukła plamka o intensywnej czerwonej barwie, przypominająca wyglądem skrzep krwi, mający postać jakby żywej cząstki ciała. Woda w naczyniu była niezabarwiona i czuć było zapach przaśnego chleba.

Po zbadaniu okazało się, że jest to prawdziwa cząstka mięśnia sercowego człowieka, który żyje. Chrystus pokazał swoją moc.

Dzieci złożyły rączki i gorliwe wpatrywały się w relikwiarz ustawiony w bocznym ołtarzu kościoła na którym dwa anioły adorują i podtrzymują całość. Kościół został podniesiony do rangi Kolegiaty.

W czasie Mszy św. przyjęły Jezusa Eucharystycznego i postanowiły pamiętać, że jest On żywy i prawdziwy w białej Hostii.

    Tej nocy Urszula nie mogła długo zasnąć, leżała z otwartymi oczkami i rozważała o cudach, których była dziś świadkiem. O cudzie w Sokółce i o cudach nadbużańskiej ziemi. Czy śpisz – zapytał Piotr? Nie mogę – odpowiedziała Urszula. Ja też, tyle dziś dowiedzieliśmy się, że chyba nie usnę przez całą noc- powiedział Piotr, tak mnie zastanawia ten cud eucharystyczny. Opowiemy w szkole na katechezie, to będzie bardzo interesujące, na pewno dzieci o tym nie słyszały, pokażemy zdjęcia. Ciekawe co jeszcze nas czeka podczas tych wakacji? Zadumał się braciszek i przewracając się na drugi bok próbując zasnąć.

23.Serce jak ogród…

Mamusia prasowała jeszcze ubranie dla całej rodziny na jutrzejszą uroczystość rodzinną, gdy zobaczyła Zosię, która  zerwała się z łóżeczka i z radością przybiegła do mamy. Miałam cudowny sen. Słyszałam pukanie i otworzyłam drzwi, do pokoju wszedł ktoś jakby Pan Jezus taki piękny w białym ubraniu, biło od Niego piękne światło, On bardzo uśmiechnięty, zapytał mnie czy chcę zobaczyć piękny ogród. Poszłam razem z Nim do pięknego ogrodu, jeszcze nigdy nie widziałam tak piękna, mnóstwo kwiatów, ptaków i pięknych aniołów, słychać było piękny śpiew, nie chciałam  stamtąd wychodzić, a Jezus powiedział: „Twoje serce też jest takim pięknym ogrodem i też lubię tam przebywać. Chciałbym tam często przebywać, i będę czekał na częste twoje zaproszenia”. Ucieszyłam się bardzo i powiedziałam że często będę zapraszała Jezusa do serca. Wtedy obudziłam się ale bardzo żałowałam, że ten piękny sen skończył się. Mamusia przytuliła Zosię i powiedziała: Jutro przystąpisz do I Komunii św. twoje serce będzie jak piękny ogród w którym będzie sam Jezus. Postaraj się żeby twoje serce było zawsze takie piękne, aby nigdy nie zarósł twój ogród niepotrzebnym chwastem grzechu. Gdyby jednak tak się stało to nie daj Mu długo czekać ale poprzez spowiedź przygotuj na nowo swoje serce. Wiesz- powiedziała mamusia – jutro czeka naszą rodzinę  piękny dzień, cieszymy się razem z tobą i razem będziemy tworzyć ten piękny ogród po którym przechadza się Jezus. Wszyscy założymy piękne stroje, ale najpiękniejszym strojem będzie czyste serce ozdobione Jego łaską. Strój na zewnątrz ukazuje nasze wnętrze. Jeśli żyjemy wartościami to całym życiem wyrażamy te wartości również strojem. Pamiętaj, że miejscem szczególnym jest świątynia, tam przebywa nasz Pan i Bóg, dlatego nasz ubiór powinien być zawsze bardziej godny niż wygodny. Dzisiaj ludzie zapominają o tym lub nie wiedzą, że piękno człowieka leży również w pięknie jego stylu życia, ubierania, mówienia. Brzydotę mylą z pięknem. Bóg ustalił wartości w sercu i życiu człowieka i dlatego to tak bardzo ważne, aby wiedzieć jak i gdzie się zachować i nie pomylić wartości prawdziwych z pseudowartościami czyli z nieprawdą bądź częściową prawdą.

Zosia zarzuciła ręce na szyi mamusi. Już nie mogę się doczekać tej pięknej niedzieli a później każdego dnia w którym będę mogła przyjmować do serca Pana Jezusa w Eucharystii. Życzę ci abyś przez całe życie czuła taką radość jak dziś w dniu twojego oczekiwania na łaskę i dar I Komunii św. Mądra mamusia uściskała córeczkę i odprowadziła do łóżeczka. Ale Zosia nie od razu zasnęła, długo jeszcze rozmyślała o tym ważnym wydarzeniu i o dniu, który ma nadejść i uczynić  szczęśliwą ją i całą jej rodzinę.

 

22. Powrót do historii.

Dziadek Antek codziennie przechodził obok przedszkola, w którym wielokrotnie malował ławeczki, przycinał drzewka, pielęgnował krzewy na placu przedszkolnym. A wszystko to działo się w tedy, kiedy jego wnuczęta chodziły do tego przedszkola. Teraz wnuczęta, to już młodzieńcy lub nawet dojrzali panowie i piękne dziewczyny. Pozostały tylko wspomnienia, które dziadek ożywiał każdorazowo ilekroć przechodził obok. Nagle, gdy tak rozmyślał, usłyszał obok cichy głos: „Mamusiu”? Słucham synku – odpowiedziała mama. „Kocham Cię” – wyznało dziecko. „I ja cię kocham” – powiedziała mama i ruszyli dalej. Chłopczyk uzyskawszy zapewnienie o miłości po całodniowym pobycie w przedszkolu wyraźnie się ożywił i podskakiwał obok mamusi próbując dorównać jej kroku. Pomyślałem wtedy, jakie to ważne, tak dawno nie mówiłem moim wnukom, że ich kocham, może właśnie dzisiaj potrzebują tego zapewnienia ode mnie? Dziadek poważnie zastanowił się i postanowił to wypróbować. Wieczorem, kiedy wszyscy już byli w domu, dziadek nieśmiało zapukał do drzwi wnuka. Ten siedział ze słuchawkami w uszach i przytupując butami o podłogę coś mruczał. Nie usłyszał pukania, dlatego dziadek cichutko otworzył drzwi i uśmiechając się zapytał zaczepnie: „Piotrek, co ciekawego słuchasz?. Piotrek nie wyłączając komputera dalej coś szukał, klikając w pulpit. Dziadek już miał chęć odejść i nie przeszkadzać wnukowi, gdy ten nagle go zauważył i uśmiechnął się. „Dobrze, że jesteś dziadku, właśnie montuję program do przedszkola do którego kiedyś chodziłem, poproszono mnie o pomoc. Czy ty dziadku pamiętasz jakieś ciekawe historie z przeszłości? Przedszkole obchodzi 25 lecie powstania i potrzebuję świadectw z  tamtych lat”. A to akurat trafiłeś – zaśmiał się dziadek. Jakby Duch święty sam mnie tu przyprowadził. Mamy przecież cały album zdjęć, kiedy chodziliście do przedszkola, nawet listów pochwalnych i innych ciekawych druków. Popatrz nigdy nie sądziłem, że to może się do czegoś przydać. I dziadek z dorosłym już wnukiem zagłębili się w kronikach i albumach rodzinnych. To był bardzo ciekawy powrót do wczesnego dzieciństwa wnuków i młodości dziadka. Przyszłość tworzona jest przez przeszłość, warto ją odnawiać w młodym pokoleniu. Piotrek dzięki współpracy z dziadkiem stworzył wspaniałą kronikę multimedialną ukazującą historię przedszkola, w której brał udział, jako mały chłopiec. Wspólnie z dziadkiem ożywili historię, dzięki wiedzy informatycznej wnuka powstało unikalne dzieło dla przedszkola, na którym będzie budowało następne pokolenie dzieci i rodziców.

Wracaj do historii, współpracuj z potomkami twojego rodu, będziesz bogatszy o życie innych ludzi a oni bogatsi o twoje. Warto! 

21. Jesteś Obrazem Boga

Rodzina Zosi lubi spędzać czas wolny podróżując i poznając nowe miasta, zabytki. Tym razem odwiedzili wernisaż malarstwa jednego ze znanych malarzy. W całości galerii obrazy prezentowały się okazale, najciekawsze były te, które przedstawiały bohaterów naszej Ojczyzny. W środku wernisażu usytuowana była sztaluga, przykryta ogromnym materiałem. Każdy z przechodniów zatrzymywał się i ukradkiem zaglądał pod płótno na sztaludze. Czego oni szukają – spytała Zosia rodziców?. Każdego interesuje to co jest ukryte – powiedziała mama. Wkrótce okazało się, że artysta malarz opuścił na chwilę malowanie obrazu i wyszedł, dlatego praca nie ukończona została zakryta. Tak czynią prawdziwi artyści. Zosia długi czas wspominała ten epizod z wernisażu, chyba żaden z obrazów tak nie zapadł głęboko jak właśnie ten ukryty pod materiałem.

A wiesz – powiedziała mama – każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Pana Boga i przez całe życie Pan Bóg szuka w nas swojego podobieństwa. I zagląda pod materiał czy już widać w nas Jego podobieństwo?- zapytała Zosia. Jakieś podobieństwo w tym jest. A w jaki sposób Bóg poznaje, ze jesteśmy do Niego podobni?

Myślę, córeczko, że każdy dobry czyn, modlitwa, z miłością  wykonana dobra praca, nauka, pomoc bliźniemu to właśnie koloryty, które nadają barwę i sens naszej podobiźnie do Boga.

Ale ty mamusiu jesteś mądra – Zosia popatrzyła na mamę z dumą w sercu i przytuliła się do niej.

A jak często Pan Bóg sprawdza czy już „dzieło jest ukończone”?

Myślę, że Pan Bóg widzi w nas dobro zawsze ilekroć go czynimy. On jest bardzo zadowolony, szczęśliwy, gdy czynimy podobnie jak ON. Gdy będziemy według Jego widzenia już dziełem doskonałym, gotowym, wtedy przyjdzie po nas aby wziąć  to swoje dzieło na wernisaż niebieski. Och- mamusiu jak tam musi być pięknie skoro jest tam tyle „dzieł” ukończonych według zamysłu samego Stwórcy.

20.W poszukiwaniu  śladów Zmartwychwstałego.

Franek, Piotrek i Zosia wyruszyli na wiosenny spacer, zachwyciła ich przyroda budząca się do życia, świergot ptasząt, klekot bocianów, bure mięciutkie kotki na wierzbie, zapach kwitnących kwiatów wiśni, czeremchy. Dzieci upojone świeżością przyrody usiadły w cieniu rozłożystego drzewa, zasłuchane w brzęk owadów i zapatrzone w kolorowe skrzydła pierwszych motyli. Nagle zza zakrętu wyłoniły się jakieś postacie. To Natalka z Hanią. O witajcie, co wy tu robicie? Idziecie szukać wiosny? – zaśmiał się Franek. Nie – odpowiedziała Natalka – idziemy szukać śladów Zmartwychwstałego Jezusa. Wczoraj ks. Katecheta na lekcji religii powiedział, że śladów Jezusa trzeba szukać a On daje się znaleźć. Mamy mieć tylko szeroko otwarte oczy i uszy i całym sercem zadziwić się nad tajemnicą zmartwychwstania.  Mamy poszukać kilka śladów obecności Jezusa w przyrodzie, więc idziemy. A to ciekawe, idziemy z wami – zawołały dzieci i ruszyły w drogę.  Tylko jak rozpoznamy te ślady- martwił się najmłodszy Piotruś. To proste – odpowiedział Franek. Głowa do góry i naprzód. Nagle Natalka krzyknęła i przysiadła w rowie, popatrzcie, jaki piękny fiołek i jak pachnie. Czy to nie cud i ślad Jezusa? Dzieci przykucnęły i syciły się zapachem malutkiego fiołka. Rzeczywiście – odpowiedziała Zosia to może być ten ślad. Z cały przekonaniem potwierdziła Hania i zrobiła zdjęcie małemu fiołkowi. Otwierajcie szeroko oczy- komentował Franek. Mam, mam- krzyczał Piotruś- słyszycie jak śpiewa skowronek, to ślad budzącej się wiosny, odparł brat z miną pewniaka. Oczywiście potwierdziły dziewczynki to też ślad Jezusa zmartwychwstałego, bo cała przyroda jest Jego śladem. I tak w umyśle dzieci ślady wiosny jednoczyły się ze śladami Jezusa Zmartwychwstałego.  Myślę – powiedział Zosia, że kiedy Pan Jezus wstał z grobu i szedł dróżką to za nim rozkwitała cała przyroda. Już wiem, dlaczego święta zmartwychwstania są właśnie wiosną – wykrzyknęła Natalka.  Dzieci wykonały dużo pięknych zdjęć, kiedy przyszły na religię nie mogły się doczekać, kiedy katecheta zapyta o te ślady. Katecheta chcąc wypróbować dzieci powiedział: chyba nikomu z was nie udało się znaleźć tych śladów Jezusa. My mamy – odpowiedziała Natalka. Oto nasze zdjęcia, na których budząca się wiosna jest najdoskonalszym śladem Jezusa, który zmartwychwstał, On wzbudził się do nowego życia mimo tego, że był umarły, właśnie wiosną i na Jego cześć wszystko zbudziło się do życia. To jest niezbity dowód i odpowiedź na zadanie, który ks. katecheta nam zadał.  Katecheta z zainteresowaniem obejrzał wszystkie zdjęcia dzieci i przyznał, że tak jest rzeczywiście. Życzę wam – powiedział, abyście zawsze z taką wiarą widzieli Jezusa wszędzie tam, gdzie zobaczycie piękno i dobro, bo On jest samym Pięknem i samym Dobrem. On otwiera nasze oczy na piękno, które jest w świecie i w drugim człowieku. Jesteśmy wszyscy nosicielami tego odwiecznego piękna w sobie, nie zatraćcie jego blasku. Bądźcie dla innych śladami samego Boga. Niech inni patrząc na wasze dobre czyny widzą dobroć kochającego Boga, który pragnie aby każde Jego dziecko było piękne pięknością Niego samego.

19.Szymon

Tata usytuował się w fotelu i zmęczony przeziębieniem „uciął sobie drzemkę”. Właśnie miał cudowny sen, śniło mu się nowe piękne auto najlepszej marki, dosiadł jego kierownicy i mknął autostradą aż wszystko migało w oczach. Sama frajda, męska rzecz- taka szybka jazda wręcz zawrotna. Gdy nagle obudziło go głośne trzaśnięcie drzwi. Myślał, że to jakiś strzał. Co się dzieje. Wyrwany z pędu auta na autostradzie, tata nie kontaktował zupełnie.

To jego ukochany synek wpadł do domu „jak bomba” i z hukiem zamknął drzwi. Tato, tato- krzyczał od progu, dobrze, że jesteś. Tata przetarł zaspane oczy, przeciągnął się lekko w fotelu i powiedział: „ Oj synu mógłbyś trochę ciszej zamykać drzwi, bo niedługo będziemy musieli wymieniać okna, bo szyby z nich powypadają”. Piotrek zupełnie nie przejął się mową taty.

Tata, wiesz mam problem. Pani katechetka powiedziała, że mamy opracować stację Drogi Krzyżowej na jutro, dla mnie przypadła o Szymonie, czy ty tatuś coś o tym wiesz. A wiem mój synu i to dużo. Ale wpierw usiądź i porozmawiamy.  Czy wiesz, co teraz robiłem? Wygląda tata na zaspanego- powiedział chłopiec. No i właśnie w śnie pędziłem autem po autostradzie z taką przyjemnością i właśnie o mało nie spowodowałem wypadku, gdy ty tak trzasnąłeś drzwiami – uśmiechnął się wesoło.  Dobrze, że to tylko sen. Oj, to rzeczywiście pojeździłeś sobie tatuś, gdym wiedział wszedłbym trochę ciszej – i uśmiechnęli się obaj. Dobre i to, że sobie tak pojeździłem aż mi się humor poprawił. A co do tego Szymona, to poszukaj w książeczce do nabożeństwa stacje Drogi Krzyżowej i odczytaj. Piotrek odszukał tekst i zaczął szukać, doszedł do 5 stacji i krzyknął „jest”. Czasami myślę sobie, że ten Szymon był szczęśliwcem…  nieprawda tata –powiedział z dumą chłopiec- tu jest napisane, że był przymuszony. Czasami synu musimy być do czegoś przymuszeni, a później okazuje się to skarbem w życiu. Jestem jak widzisz dziś przymuszony zostać w domu z powodu choroby, ale dzięki temu spotkaliśmy się o tak wczesnej porze i razem możemy odrobić zadanie domowe. No i coś jeszcze – dodał Piotrek – i pojeździłeś sobie dobrym autem po autostradzie. No tak – szczerze uśmiechnął się tata. To już dodatek do mojego szczęścia.

Ja też dzisiaj byłem przymuszony – do czego? – Zapytał zaciekawiony ojciec? Do odpowiedzi. I jak poszło? Dostałem najlepszą możliwą notę, bo właśnie wiedziałem dokładnie wszystko, o co zostałem zapytany. A widzisz, gratuluję ci, gdyby pani nie wezwała cię do odpowiedzi nie dostałbyś takiej dobrej oceny. Sam widzisz, że czasami takie przymuszenie dobrze na nas działa. W czasie wakacji przymusimy się – rzekł tata i puścił oczko w stronę syna- i pojedziemy do Zakopanego. Muszę ci pokazać Sanktuarium na Krzeptówkach to kościół zbudowany, jako wotum za ocalenie Jana Pawła II.  Tam w 5 stacji nie ma Szymona, ale Jezusowi pomaga nieść krzyż papież. On przez 26 lat swojego pontyfikatu służył wiernie Jezusowi i Kościołowi i wcale nie czuł się przymuszony, on chciał. Ale był przymuszony, bo został wybrany przez innych – przekomarzał się chłopiec. Masz rację. I jak widzisz przymuszenie ma też swoje dobre strony. A teraz chodźmy na wspaniałe naleśniki do babci, bo już dzwoniła i nie może się nas doczekać. Po drodze wstąpimy do kościoła i sam poszukasz tej stacji z Szymonem. Kiedy weszli do babci, ona czytała coś z książeczki. Piotrek nachylił się i zobaczył, że babcia czyta stacje Drogi Krzyżowej i jest właśnie przy piątej. Babciu, co za zbieg okoliczności, właśnie z tatusiem rozmawialiśmy o Szymonie, który był przymuszony, aby wziąć krzyż. Wy też zostaliście przymuszeni moim telefonem i widzę, że jesteście. Pamiętaj, że każdy dobry czyn nagradza Pan, jeśli wykonasz go z miłości do Jezusa i drugiego człowieka. A to, co najbardziej ci się nie chce wykonać, może mieć nieocenione efekty w życiu. Chyba na całe życie zapamiętam tę wyjątkową stację- powiedział Piotrek i kiedy mama będzie mnie przymuszała do odrabiania lekcji, uczynię to natychmiast jak Szymon. Poczytam też o innych stacjach, na pewno się jeszcze dużo nauczę.

18. „Wyższa szkoła jazdy”

Tata wrócił z pracy i od progu zawołał: wiecie co? – „post to wyższa szkoła jazdy”, to nie dla mięczaków. Zdumieni przyglądaliśmy się tatusiowi szukając jakiejś podpowiedzi do wytłumaczenia tego faktu. Na pewno tak jest, tata nigdy się nie myli. Położył teczkę, usiadł wygodnie na krześle, przygarnął mnie do siebie i z miną zwycięzcy powiedział:” Czy już wzięliście sobie jakieś postanowienie na Wielki Post? Poczułem się troszeczkę nieswojo, bo jak post to „wyższa szkoła jazdy” to ja jeszcze nie umiem jeździć. No właśnie- powiedział tata i przygarnął mnie do siebie. Będziemy się uczyli razem. Razem z tatą po męsku nakreśliliśmy plan jazdy na Wielki Post. Podjęliśmy się rezygnacji z kilku rzeczy, które nie są aż tak konieczne do życia a przecież przeszkadzają poważnie w duchowym wzroście. A więc: rezygnacja z kina, komputera na co dzień tylko w określonych godzinach, uczciwość w nauce, modlitwie, w piątki rezygnacja nawet z komputera i słodyczy, udział w Drodze Krzyżowej. Te ograniczenia z miłości do Pana Jezusa mają ogromne znaczenie, kształtują moją osobowość, charakter bym nie był „mięczakiem” i pokazują jak potrafię kochać Pana Jezusa i dziękować Mu za Jego bolesną drogę, mękę i śmierć krzyżową.  A więc zabieramy się do dzieła, mama też dołączyła do naszej „męskiej drużyny” i wyższej formy jazdy życiowej. Jest szansa na świętość. Jan Paweł II mówił, że: „świętość to wyższa forma normalnego życia”. A więc może uda nam się podwyższyć nasz poziom duchowy? Mam taką nadzieję, bo z tatusiem to zawsze wszystko się udaje na 100%.

17. Weronika

Babcia Kasia ma ogromny dar opowiadania ciekawych zdarzeń życiowych, kiedy ją odwiedzamy ma dla nas zawsze nową opowieść. Tym razem trafiliśmy do babci Kasi w czasie Wielkiego Postu, babcia uwielbia opowiadać biblijne zdarzenia, my też lubimy je słuchać. Czy ty wiesz- powiedziała babcia Kasia – zwracając się do mnie, że ty nosisz imię Weroniki, a czy znasz swoją dzielną i odważną Patronkę Weronikę?. Otworzyłam szeroko oczy i od razu poddałam się prosząc babcię – proszę nam opowiedzieć, chętnie posłuchamy. Babcia Kasia usiadała w fotelu, wyciągnęła Biblię, poszukała obrazków z Drogą Krzyżową i powiedziała. Jak to dobrze, że teraz częściej nadaje się imiona tej świętej dziewczynkom, We-ro-ni-ka … przeciągnęła długo to imię i zamyśliła się… Tamtego dnia, gdy Jezusa osądzono i skazano na krzyż, szedł Drogą Krzyżową na ukrzyżowanie. Czy wiecie, że nawet w tak trudnej chwili nie brakło odważnych ludzi, takim należy się nie tylko medal, ale całe niebo. Babcia Kasia ze wzruszeniem otarła wielką łzę wzruszenia zapewne z miłości do cierpiącego Jezusa i ciągnęła dalej. Na swej drodze Jezus spotkał swoją Matkę Maryję, ich oczy spotkały się ze sobą przez chwilę i zrozumieli się doskonale, następnie Szymon, chociaż przymuszony do pomocy to jednak okazał się tym, który ulżył Jezusowi w niesieniu Krzyża i wreszcie nikt się nie spodziewał jak pomiędzy kohortą wojska przedarła się piękna, silna, ale bardzo odważna kobieta imieniem Weronika. Vera icona- babcia zacytowała w uniesieniu łacińskie odniesienie do polskiego słowa Weronika. Zanim żołnierze zorientowali się, o co chodzi, ona swoją czystą bialutką chustą otarła Jego spoconą twarz pełną bólu, krwi i zmęczenia. I cóż takiego? Oto Weronika własnym oczom nie wierzy, na jej chuście pojawiło się odbicie całej cierpiącej twarzy Jezusa. Będzie miała śliczną pamiątkę, Weronika pędzi z radością i jej radość miesza się z bólem. Ona otrzymała w darze za swój miłosierny czyn nagrodę – Jezusowe odbicie na chuście. Wiecie dziewczynki – zwróciła się babcia Kasia do nas – za każdy uczyniony dobry uczynek, za miłosierdzie okazane drugiemu czeka nas wielka nagroda samego Jezusa. Weronika dostała potwierdzenie już tutaj na ziemi, my dostaniemy w niebie. Dlatego w czasie Wielkiego Postu i nie tylko starajmy się z miłości ku Jezusowi cierpiącemu zauważać ludzi, którym możemy pomóc – słowem, uśmiechem, dobrocią, podzieleniem się czyś, co mamy, modlitwą, ofiarowaniem za drugiego naszego postu, wyrzeczenia. Spróbujcie w szkole zauważyć kogoś, kogo możecie obdarować jakimś dobrem. Sprawi to wam wiele radości, ale przyniesie też ulgę drugiemu i co najważniejsze pomożecie samemu Jezusowi. A więc „Vera icona”, czyli wierna ikono Chrystusa do działania – powiedziała babcia Kasia zwracając się do mnie. Podziękowałyśmy za tę piękną opowieść. Teraz już wiem, co oznacza moje imię, będę się starała z godnością je nosić, bo znam jego wartość.

16. Ty i osiołek w stajence.

      Czy znacie osiołka ze stajenki? – Rzucił prowokacyjne pytanie od stołu dziadek i spojrzał badawczo na wnuczęta. Pewnie – powiedział Tomek, oczywiście – powiedziała Basia, coś pod nosem mruknął mały Bartuś. No to powiedzcie mi, co to był za osiołek? Dzieci spojrzały po sobie i nie bardzo miały ochotę na opowieści. Wiesz dziadku ty o wiele więcej wiesz i ciekawiej opowiadasz, to opowiedz nam o nim. Tak też myślałem, że nie wiele o nim wiecie. Osiołek ta takie Boże stworzenie. A pani w szkole mówiła, że uparte – wtrąciła Basia. To prawda, ale uparty w dobrym to coś. Takim był mały osiołek, który wybrany został przez Najwyższego, aby zaniósł Maryję do Betlejem. Jeden z filmów dla dzieci ukazywał, że osiołek myślał w drodze, ale osiołek nie myśli, tylko człowiek obdarzony jest rozumem i myśleniem, osiołek ma instynkt zwierzęcy i wyczuwa, co należy i kiedy zrobić. Tak było z osiołkiem Maryi. Kiedy został zakupiony przez Józefa, natychmiast stał się dyspozycyjny do usługi. Był wyjątkowo dumny z tego, że mógł dźwigać Maryję, że był w Betlejem a później w stajence spotkał inne zwierzęta. Nikt nie wie o nocnych rozmowach zwierząt, chociaż podobno w Wigilię tak się zachowują. Otóż Maryja nie spała tej wyjątkowej nocy i na pewno słyszała rozmowę zwierząt, które zachwycały się obecnością tak niebywałych Gości. Legendy głoszą, że, w stajence był też wołek, owieczki, a może jeszcze inne zwierzątka. Miały szczęście, że akurat w tej stajence narodził się mały Bóg – wtrąciła Basia.  Tak to prawda, westchnął dziadek. Pomyślcie, co by było gdyby – dziadek zrobił tajemniczą minę i ciągnął wątek dalej – zamiast do pasterzy, przyszedł anioł do nas, co każdy z nas mógłby zanieść Jezusowi i czy byśmy mieli odwagę w nocy pobiec, aby szukać tej stajenki? Dzieci zamyśliły się… Kiedyś znalazłem obrazek – mówił dziadek dalej-, na którym w drzwiach stajenki stała mała św. Tereska od Dzieciątka Jezus karmelitanka. Z jakim uśmiechem i radością witała Jezusa. Ktoś miał wspaniały pomysł, bo przecież św. Tereska była od Dzieciątka Jezus, miała, więc prawo pokłonić się Jezusowi w stajence. Każdy z nas mógłby narysować siebie w stajence obok świętej Rodziny i w tym czasie świąt jest taka okazja, aby pomyśleć, w którym miejscu mógłbym stanąć w tej stajence? Czy śpiewając kolędy myślę o tym, że mały Jezus słucha moich śpiewanych modlitw? Nie bądź jak wołek i osiołek, którzy dumni byli ze swojej obecności w stajni przy boku Jezusa, ale zajmij miejsce użyteczne, przynieś Mu coś, na co czeka, swoją miłość, ciepło serca oddanego dla potrzebujących, pomocną dłonią obdarz tego, któremu brak, pociesz strudzoną mamę i tatę, odwiedź sąsiadkę lub dziadka, przygotuj się porządnie do klasówki, wykonaj dobrze zadaną lekcję, uczyń coś z własnej inicjatywy a nie bądź ciągle poganianym „osiołkiem” w życiu. A wtedy i ciebie będzie można umieścić na planie stajenki, będziesz potrzebną osobą w życiu Bożej Rodziny i całej rodziny ludzkiej. A więc do dzieła!!!

 

15. „Betlejemska sielanka”

Może tu, może tam mieszkanie znajdę Wam

Może w domu lub w gospodzie,

Może w serca ludzkim chłodzie?

Dlaczego serca ludzkie takie zimne są?…

Dlaczego wrota rodzin zamykają się?…

Dlaczego miasto tak nieżyczliwe jest?…

Dlaczego nikt okazać serca nie chce?…

Choć Matko Jezusa za miasto do stajenki

Nie ma tam pokoju ani nawet łazienki

Nie ma wygód i zaplecza dla Bożego Syna

Ale to nie nasza Matko wina.

Bóg w swym odwiecznym zamiarze tak poukładał

By nikt z ludzi tego nie badał.

Tylko Wszechmoc Boska to wie

Gdzie Boży Syn narodzić może się.

Szopka, stajnia, grota- powiesz jak chcesz

Tam Boży Syn tej zimnej nocy narodził się – to wiesz.

Wół i osioł miejsce ustąpili swoje

Aby Odkupiciel wypełnił życie moje.

I zacni Magowie z 3 stron świata

Przybyli na jucznych zwierzętach zobaczyć swego Brata.

Bo On dla mnie jest, – jako Bóg, Człowiek, Przyjaciel, Brat,

Odkupiciel, Stworzyciel ten, co zbawi świat.

Bogate dary przywieźli ze sobą

I szczerze uradowali się twoją Osobą

Choć tak może, delikatną i kruchą

Ich serca nie były już posuchą

W Nim Dzieciątku uznali Boga samego

Boga – Człowieka, Stwórcę naszego.

O dobrzy królowie, przydadzą się dary

W trudnej ucieczce do Egiptu bez miary.

 Uchronią od głodu Bożą Dziecinę

Na drodze wierzących w Ciebie, jako Boga

Podobna jest i nasza życiowa droga.

Dzięki ci Matko, dzięki Józefie, dzięki Ci Jezu drogi

Za wszystkie Wasze trudy i betlejemskie nie wymogi.

One poprowadzą nas do Egiptu życia naszego,

Do nieba, do Ojca do domu Waszego.

 

14.Świąteczna historia

Dziadku, czy wiesz, że kosmici zapalają gwiazdy na niebie?- Spytał dziadka Leona jego ukochany wnuk. Dziadek zdjął okulary, zmrużył oczy, przyjrzał się wnukowi i zapytał: „ Ignaś skąd masz takie wiadomości?” Wojtek w szkole powiedział, że przygotowują w klasie przedstawienie świąteczne na Boże Narodzenie i on będzie kosmitą w lśniącym kombinezonie, który zapala gwiazdy, a inni kosmici będą szli szukać małego króla. „I co dalej”- pytał zaciekawiony dziadek. Kto był tym królem? Wojtek mówił, że to chyba król Herod.

Dziadek wziął głęboki oddech, poprawił się w fotelu, wziął wnuka na kolana i powiedział: Wiesz, przeżyłem już tyle lat, ale takiej historii świątecznej to jeszcze nie słyszałem. Postaram ci się wytłumaczyć historię Bożego Narodzenia taką, jaką znam od początku, jaką zna twoja mama, znała ją babcia i prababcia i inni członkowie naszej rodziny. I dziadek rozpoczął długą i śliczną historię o Bożym Narodzeniu. Oczy chłopca rozpalały się z każdym słowem dziadka, chłonął jak przysłowiowa gąbka treści świąteczne. To Bóg zapala gwiazdy na niebie, on posyła posłańców aniołów, którzy mu pomagają, On tak cudownie stworzył ten świat i ma do niego pełne prawo. Za gwiazdą podążali 3 Królowie i ona zaprowadziła ich do stajenki, gdzie narodził się król Jezus – Zbawiciel świata. Przynieśli bogate dary, dzięki którym św. Józef zapewnił byt dla swej Rodziny w czasie ucieczki do Egiptu przed złym królem Herodem.

To bardzo ciekawa historia, chciałbym ją poznać całą dokładnie. Wiesz mam pomysł, po chwili zadumy odpowiedział dziadek: Zaproś swoich kolegów i koleżanki zrobimy wspólnie jasełka i przedstawimy je w Domu Kultury, tata Franka jest tam dyrektorem na pewno spodoba mu się ten pomysł. Fenomenalnie – krzyknął Ignaś i pędził z tą wiadomością do kolegów.

Dziadek długo i dość smutnie patrzył za biegnącym wnukiem, kiwał głową i mruczał pod wąsem:, „czego oni dziś uczą?.  Kto tym dzieciom powie prawdę o Bożym Narodzeniu?. Muszę ją ocalić w sercach moich wnucząt. Wstał z zamiarem działania i poszedł przygotować scenariusz prawdziwych jasełek. Księżyc i gwiazdy mocno świeciły na niebie a dziadek pochylony nad śnieżnobiałą kartką kreślił projekt jasełek. Wydawało się, że gwiazdy zaglądają zaciekawione przez okno i chętnie by weszły do domu, gdyby je zaprosił. Dzięki nim dziadek miał „rozgwieżdżone” myśli i polot pisarski. Kiedy napisał i przeczytał, odetchnął z ulgą. Teraz mogę odpocząć. Mam „bojowe zadanie” muszę wnukom przekazać całą prawdę naszej wiary.

Pomyśl i ty, może jesteś babcią, dziadkiem, Rodzicem. Spoczywa na tobie obowiązek weryfikacji treści, które przynosi twoje dziecko czy masz odwagę je wyprostować? Pamiętaj, że są prawdy odwieczne, które nie mogą być przedstawiane w krzywym zwierciadle czasu, które próbują ludzie interpretować po swojemu. Są zawsze te same niezmienne, utworzone, jako tradycja lub przekazane, jako prawdy wiary. O ile tradycję można dostosowywać do potrzeb czasu o tyle prawdy wiary są niezmienne. Może przed świętami weźmiesz udział w jasełkach twoich dzieci czy wnuków, spróbuj porozmawiać o ich treści. Postaraj się utrwalić te wiadomości, które przydadzą się dzieciom w dalszym ich życiu. Życzę ci powodzenia w twojej wyjątkowej misji. Jeśli ty tego nie zrobisz, zrobią to za ciebie inni, tylko czy tak jak będziesz chciał?

13. Skarby Matki
W sklepie jubilera diamentów cała moc, pierścionki, obrączki, perły, łańcuszki, korale, srebro, złoto. Jest, z czego wybierać, każdy może nasycić swoje zapotrzebowanie na skarby. Wszystkie one są bardzo piękne – powiedziała Tosia do mamusi w sklepie. Ale dzisiaj słyszałam w audycji dla dzieci, że wszyscy jesteśmy skarbami Matki Bożej. Jak to rozumieć?
Każdy z nas jest inny, zupełnie jak te skarby w sklepie jubilera a każdy jest bardzo potrzebny i Maryja też może wśród nas ludzi wybierać te, które potrzebuje. Tę prawdę o skarbach możemy porównać też do człowieka, jeden jak złoto – to człowiek dobrym szlachetny np. mama czy tata, dobry kapłan, siostra, inny jak srebro – dobry pracownik, uczciwy sprzedawca, inny jak perła – np. dobre dziecko, wszyscy razem, chociaż inni tworzymy piękno tego świata. Każdy otrzymał od Boga tyle ile mu potrzeba do zbawienia. Szklanka zarówno duża jak i mała czy średnia, kiedy ją napełnimy będzie pełna nic jej nie zabraknie do pełni. Pełnia każdego człowieka jest uzależniana od wypełnienia go dobrem, pięknem, uczciwym życiem, czyli zasadami samego Boga. Mamy, więc ogromną wartość w oczach Matki i Boga. Rodzice mają największe skarby w domu, to ich dzieci, powierzone na krótki czas, dlatego czas dziecięctwa jest taki ważny, aby spędzać u boku Rodziców, aby w pełni „naładować się” dobrem, które będzie owocowało w całym dorosłym życiu. To Bóg daje rodzicom skarby, które przyjmujemy czasami jakby się nam należało. Ale wiele małżonków wie, że brak dzieci w ich domu jest poważnym brakiem skarbu. Dlatego spróbuj popatrzeć od dzisiaj na twoją rodzinę, jako na skarby Matki Bożej, Jezusa oraz twoje. Nie zawłaszczaj je, lecz pomyśl, że zostałeś wezwany do współpracy ze Stwórcą w dziele stwarzania i dziękuj za dary, jakie otrzymałeś. Każdy dzień, każda osoba w twojej rodzinie, każdy człowiek napotkany na drodze twojego życia jest prawdziwym skarbem. Spróbuj patrzeć w takich kategoriach skarbu na drugiego człowieka, a na pewno wiele ludzi zyska w twoich oczach blask prawdziwego skarbu Boga. A więc czy jesteś złotem, srebrem czy perłą dla drugiego człowieka?
Dziś jest czas na twoją pracę umysłową, aby w „kluczu skarbów” popatrzeć na twoich domowników, współpracowników czy sąsiadów. Jeśli ci się uda sklasyfikować do rzędu skarbów to wiedz, że ty też dla innych jesteś nieocenionym skarbem.

12. „Różańcowe korale”

Na pewno każdy z nas widział różaniec, może nawet go posiada. Jedni mówią, że to wieniec róż ofiarowanych Maryi i mają rację, inni porównują do nabojów z karabinu, które wylatują jak pociski modlitwy do nieba strzelając prosto w szatanów, jeszcze inni, że to modlitwa kontemplacyjna dla osób pobożnych. I chyba każde rozwiązanie ma sens. Są różańce drewniane, metalowe, plastikowe, srebrne, złote, bursztynowe, są zwykłe i bardzo pamiątkowe. Na każdym z nich bez względu na materiał, z jakiego został wykonany mówimy tę samą modlitwę i ona ma taką samą wartość, są to słowa Archanioła Gabriela, którym pozdrowił Maryję w chwili Zwiastowania. Jest modlitwą prostą nawet dostępną dla dzieci. Modląc się na różańcu szczególnie w miesiącu październiku odmawiając „Zdrowaś Maryjo”, pomyśl, jakiego koloru różę składasz swojej kochanej Mamusi w niebie? Czerwoną, białą, złotą a możesz ją ofiarować za każdego członka rodziny – za syna, córkę, mamę, tatę wtedy nawet nie zauważysz jak szybko odmówiłeś całą „dziesiątkę” różańca.

Cała Polska oplata swoją Ojczyznę różańcem, staje na jej granicy, aby prosić Maryję o Jej szczególne błogosławieństwo. I ty i ja możesz włączyć się w „różańcowe korale Maryi”, czyli w odmawianie różańca. Jesteś przecież Jej dzieckiem, jak każdy z nas.

 Nasza Niebieska Mamusiu naucz nas wytrwałości i osobistej pomysłowości w odmawianiu tej przepięknej modlitwy Kościoła.

11. Oczy Ojca

Dobry Ojciec Bóg, „nosi nas ciągle w swoich oczach”, tzn., jest zawsze z nami, widzi każdy nasz gest, słyszy każde nasze słowo, cieszy się nami, smuci się z nami, cierpi w nas. Bardzo lubi, kiedy Mu mówimy o sobie, o swoim życiu. On doskonale wszystko wie, bo jest Bogiem, ale nie zabiera nam naszej wolności, lecz cieszy się jak ojciec ziemski, kiedy do Niego mówimy.  

Piotrek przyszedł ze szkoły trochę smutny. Wiesz tatusiu pani napisała mi uwagę w dzienniczku za spóźnienie. Nie mam zegarka i spóźniłem się na lekcję. Czy możesz mi kupić zegarek? Tatuś z radością zwycięzcy popatrzył na syna i powiedział: „ Wiesz wiedziałem, że potrzebny ci jest zegarek, ale czekałem, kiedy mnie o to poprosisz. Jestem teraz taki szczęśliwy, że mogę spełnić twoją prośbę”. Pójdziemy do sklepu, wybierzesz sobie taki, jaki ci się podoba. Kiedy byłem w twoim wieku pamiętam jak cieszyłem się, gdy dostałem od swojego taty zegarek. A teraz synu, skoro już masz zegarek, bądź zawsze punktualny, bo tylko taki człowiek jest wartościowy, który umie być konsekwentny w swoich wyborach. Pamiętaj nie zawiedź nigdy nikogo a szczególnie swojego ojca, który ci bezgranicznie wierzy i ufa ci we wszystkim.

Pomyśl, czy prosisz o rzeczy, które rzeczywiście są ci niezbędne do życia i ułatwiają życie twoje i innym?

A jeśli już je posiadasz, czy wykorzystujesz je tak, aby wpływały na jakość twojej nauki, zabawy, przyjaźni, pomocy innym?

10. Drogowskazy

Jedni mówią, że stoją przy drodze na jednej nodze i nudzą się, inni że są bardzo zapracowani bo ciągle ludziom wskazują, zakazują, nakazują, ostrzegają, informują. Takie mają zadanie, bez nich groziłaby nam często katastrofa. Pan Jezus też dał nam drogowskazy na życie są to przykazania Boże. Jeśli będziemy ich używać prawidłowo czeka nas bezpieczna droga. Wypadek ducha może grozić tym, którzy pomijają drogowskazy Boże. Bądź więc bezpiecznym kierowcą na drodze twojego życia.

Jan Paweł II sam kierował się przykazaniami Bożymi i innym je zalecał, tak dobrnął do zakrętu swojego długiego życia a wtedy razem przy jego boku „stanął świat”. Wierzący i niewierzący zatrzymali się ściśnieni bólem odchodzenia i jednocześnie radością jego świętości. „Santo subito” – rozlegało się na Placu św. Piotra, ludzie wyczuwali świętość w ciągu całego jego życia a w godzinie odchodzenia do Domu Ojca byli przekonani o tym jednogłośnie- „ święty natychmiast”.

Od dnia Chrztu św. zostaliśmy obdarowani świętością. Od ciebie zależy czy zechcesz skorzystać ze znaków, które Bóg ustawił na twojej drodze i bezpiecznie dotrzeć do portu zbawienia.

A więc naprzód, czeka cię wspaniała perspektywa świętości! Spróbuj wybrać  Patrona swojego życia, poznać jego życiorys, naśladować. Czy wiesz cośkolwiek o swoim Patronie ze Chrztu św.?

9. Suknia dla mojej Królowej

Obie siostrzyczki Basia i Ewa zainspirowane wielką Mozaiką  Maryi wykonaną z 14 tys. zdjęć różnych ludzi, pochłonięte wyszukiwaniem znanych im osób oraz zupełnie przypadkowych nie mogły wyjść z podziwu dla tego wielkiego dzieła. Szkoda, że nas tam nie ma. Wiesz – powiedziała Basia – zróbmy suknię dla Maryi według własnego pomysłu, w ten sposób wynagrodzimy naszą opieszałość w zaangażowaniu w dobre rzeczy. Wkrótce wykonały 4 szablony sukni, dopasowały do postaci Maryi na obrazie i postanowiły wymyślić wzory jakich jeszcze nikt nie zastosował. Na jednej sukni znalazły się elementy serduszek z wypisanymi dobrymi uczynkami, na drugiej napisały dobre słowa, które udało im się wypowiedzieć do innych ludzi, na trzeciej- kwiaty różnej wielkości w zależności od dokonanego czynu, czwarty wzór zawierał imiona wszystkich domowników, przyjaciół, koleżanek i znajomych. Literki przecudownie krzyżowały się w napisach , tworząc ciekawe kompozycje. W ten sposób cała rodzina znalazła się w bliskości Maryi, która jest naszą Królową i od ponad 600 lat króluje na Jasnej Górze, a od 300 lat w swej pięknej koronie podbija serca swoich podwładnych. Życie tej rodziny jakoś dziwnie się odmieniło, wszyscy poczuli się w zasięgu Matki, która spieszy z pomocą swoim dzieciom. Widać było, że podobały się Maryi te „suknie z pomysłem” Ewy i Basi.

 Popatrz ile kreatywności drzemie w każdym z nas, i ty i ja możemy uczynić coś prostego a jakże cudownego. Ile możesz dodać pomysłów innym dzieląc się własnymi. Spróbuj namalować suknię własnego życia dla ukochanej Królowej taką żeby zachwycić siebie i innych.

8. Moja Mama jest Królową

Basia i Ewa spotkały się babci Ani. Babcia usłyszała niecodzienną rozmowę dziewczynek. Wiesz- powiedziała Ewa – bardzo lubię zagadki, pobawmy się w zgadywanie, dzisiaj mam dla ciebie zagadkę czy spróbujesz odgadnąć?. Z przyjemnością- odpowiedziała Basia. Kto to może być?- zadała pytanie Ewa. „Jaka to Królowa, której koroną są jej własne dzieci, berłem – władza nad całym domem, tronem – najczęściej kuchnia, szatami królewskimi – jej dobre uczynki, których ma bardzo dużo każdego dnia, posiada uśmiech serdeczny, taki jak żadna inna królowa i jest najszczęśliwsza wtedy, gdy jej dzieci siadają z nią na tronie czyli na jej kolanach, czy wiesz kto to może być?

Basia po sekundzie namysłu powiedziała – „oczywiście to mama”. Ja też w domu mam taką królową, królem jest  tata, a my małe księżniczki. Wtedy babcia włączyła się do rozmowy. Wasza rozmowa bardzo mnie zaciekawia, a czy wiecie, że mała św. Tereska z Lisieux też była nazywana przez tatusia małą królewną. Teraz i Tereska i jej Rodzice Martin są święci w niebie, bo żyli po królewsku już tu na ziemi, wpatrzeni byli w Króla w Niebie. Chociaż życie mieli niełatwe dziś cieszą się całą rodziną w niebie, a my możemy wzywać Boga przez ich pośrednictwo do naszego życia.

Wiecie dziewczynki powiedziała babcia Ania – na Jasnej Górze 26 sierpnia 2017r. obchodziliśmy 300 lecie Koronacji Ikony Matki Bożej Częstochowskiej pod hasłem „Moja Mama jest Królową”, myślę, że to bardzo łączy się z waszą rozmową. Wzięłam udział w akcji „ Selfe dla Maryi” i teraz moje zdjęcie znajduje się w wielkiej Mozaice Maryi tzn, jestem widziana oczami Matki, naszej niebieskiej Królowej. To bardzo piękne – powiedziały zaciekawione dziewczynki. Chodźcie- powiedziała babcia Ania – pokażę wam gdzie jest moje miejsce w tym obrazie Matki Bożej. Dziewczynki z zaciekawieniem oglądały obraz Maryi ułożony z 14 tys. zdjęć -w którym zobaczyły zdjęcie babci Ani w ramie otaczającej całość obrazu. Babciu – powiedziała Ewa- bardzo ważne jest twoje miejsce, bo ramka stanowi  zabezpieczenie całości Obrazu. Jesteś tą, która ochrania Maryję, Babciu jesteś bardzo szczęśliwa, też chciałabym aby Maryja była zawsze moją Królową.  http://koronamaryi.pl/dolacz/selfie/

Czy ty uważasz, że twoja mama jest dla ciebie królową , a tata królem a twój braciszek – królewiczem? Popatrz jakie piękne może być nasze codzienne życie po prostu królewskie, jeśli patrzymy na siebie z miłością i troszeczkę  mamy poczucia niebieskiej wyobraźni

7. Nic się nie stało- wychowanie uczuć

Marysia zbiła talerz, przez chwilę była bardzo smutna, zniszczyła wspólne dobro rodziny, należałoby to wynagrodzić. Marysia zamyśliła się i szukała rozwiązania, wtem przypomniała sobie jak Basia z jej klasy porysowała ławkę w szkole i z miną zwycięzcy powiedziała: ” Nic się nie stało”. Pani woźna szukała sprawcy tego czynu, koledzy donieśli na Basię, a ona podniosła swój zadziorny nosek w górę i powiedziała: „Moja mama w takim wypadku zawsze mówi: nic się nie stało”. Pani woźna z trudem zmywała popisaną mazakiem ławkę, pozostał niestety ślad w postaci jaśniejszej plamy. Czy na pewno nic się nie stało? Basia nie czuła skutków swojej bezmyślnej decyzji, bo nikt jej nie nauczył prawidłowo reagować.

W takim powiedzeniu uczymy dzieci braku odpowiedzialności za wspólne dobro, każdemu może przydarzyć się umyślnie lub mniej umyślnie jakieś przykre zdarzenie ale trzeba nam wiedzieć, że z tego wynikają konsekwencje. Życie w prawdzie nie powoduje zahamowań wewnątrz człowieka, czyni go wolnym i odpowiedzialnym, nie zakompleksia.  Uczymy w ten sposób ponoszenia konsekwencji za swoje działanie i w ten sposób rośniemy na dobrych i szlachetnych obywateli. Gdy uczynimy coś złego – jesteśmy smutni, czujemy się jakoś nieswojo bo jest w nas coś dzięki czemu umiemy odróżniać dobro od zła. Czy wiesz co to jest, jak to się nazywa?

Mamy prawo do uczuć, okazywania emocji, mamy prawo odczuwać braki i powodzenie. Jeśli w dzieciństwie nauczymy nasze dzieci odpowiedzialności, będą nam wdzięczne w wieku dojrzałym a my będziemy odczuwać radość i satysfakcję z dobrze wypełnionego wychowania naszych dzieci.

 

6. Jesteś potrzebny

Tosia i Tomek przebywali na koloniach. Dzieci bawiły się w gry terenowe i pamięciowe. Jedną z nich była gra pt :”Jesteś potrzebny”. Dzieci rzucały kostką i na podstawie wybranych oczek na kostce odczytywały dla kogo są potrzebni. Bartek wyrzucił kostką 1 oczko i dowiedział się że jest potrzebny we własnej rodzinie. Musiał opowiedzieć w jaki sposób jest potrzebny rodzinie. Ola wyrzuciła 2 oczka – potrzebna w klasie, Paweł- 3 oczka- potrzebny na placu zabaw, Staś – 4 oczka – potrzebny w mieście, Tosia- 5 oczek – potrzebna na podwórku, Tomek- 6 oczek- potrzebny w kościele. Każde z dzieci grających w grę planszową miało „bojowe” zadanie. Musiało powiedzieć w jaki sposób jest potrzebne w danym środowisku.

 Kiedy bliźniaki powróciły do domu, opowiedziały rodzicom o fantastycznej grze. Mamusia zadowolona z opowieści dzieci  powiedziała: „Jakie to piękne, że każdy człowiek jest komuś potrzebny, świat bez ludzi byłby nieużyteczny”. Jesteście potrzebni w klasie, bo jesteście własnością swojej klasy, potrzebuje was nauczyciel żeby uczyć a wy nauczyciela żeby się nauczyć, potrzebuje was rodzina, kościół, świat – wszyscy jesteśmy cząstką świata. Jedni drugich potrzebujemy do życia. Gdybyśmy zrobili taką grę domową dla naszej rodziny jak by ona wyglądała? Dzieci wzięły flamastry i zaczęły rysować. Mama potrzebna dla taty i odwrotnie, dzieci dla Rodziców i odwrotnie, dziadkowie dla wnuków, wnukowie dla dziadków itd. Wspaniała linia powiązań miedzy sobą. I cała rodzina rzucając kostką rozpoczęła rodzinną grę, z nową pasją odczytywała zadania dla siebie w rodzinie. Jak cudownie stworzony jest ten świat. Wiesz mamusiu – powiedziała Tosia – bardzo lubiłam tę grę na koloniach, bo ona rozszerzała moje myślenie, moje serce, odkryłam, że jestem potrzebna nie tylko rodzicom, jestem potrzebna dla sąsiadki by z nią porozmawiać, dla babci by zrobić zakupy, dla mojego brata, by się z nim zgodnie bawić, dla pana z naszej klatki by przynieść mu gazetę, jestem innym potrzebna tak jak oni potrzebni dla mnie. Nikt nie jest samotną wyspą, tylko razem stanowimy piękną całość. Mama uśmiechnęła się do dzieci a dzieci do mamusi, jutro wymyślimy nową grę – powiedziała Tosia, np. jakie zawody są konieczne abyśmy mogli spokojnie i dostatnio żyć.

Uwierz w to, że jesteś kochany i potrzebny, nawet wtedy, gdy wszystko w życiu wydaje się inaczej. Dla Boga zawsze jesteś potrzebny i nie rezygnuj z gry życia, bo każdego dnia na nowo ktoś potrzebuje ciebie.

 5 „Nie lękajcie się być świętymi”

Zosia wróciła ze szkoły z zachmurzonym czołem i smutną miną. Mama obserwowała córkę. Czy coś złego stało się w szkole – spytała córeczkę. Tak, mamusiu. Czy możesz mi opowiedzieć, może wspólnie znajdziemy rozwiązanie, przecież po to są mamusie, żeby pomagały swoim dzieciom. Nie ma na to rozwiązania, powiedziała stanowczo Zosia. Ale mogę powiedzieć. Otóż Julka nazwała mnie dziś świętoszką i wyśmiewała się z koleżankami ze mnie. Zosiu, powinnaś być dumna, powiedział mama, ja czuję się dumna, że mam taką córeczkę. Inni widzą, że jesteś podobna do świętych, to chyba bardzo dobrze. To zaszczyt, ani powód do smutku. Ale mamo… ona, ona to zrobiła specjalnie, żeby mnie ośmieszyć.

Wiesz Zosiu, kiedyś  w latach studiów na drzwiach Karola Wojtyły, późniejszego papieża Jana Pawła II, ktoś z kolegów przypiął karteczkę:” Tu mieszka święty”. Karol wcale nie obraził się, lecz poprzysiągł sobie, że będzie do tego dążył, aby rzeczywiście takim być. I został nim. Ludzie czasami widzą w nas dobre strony i czasami bez zastanowienia, czasami w zazdrości a czasami zupełnie bezmyślnie ( bo w takich sytuacjach dużo dowiadujemy się o sobie od innych), potrafią mówić to co myślą, co widzą. To nic złego. Następnym razem powiedz im, że dobrze by było gdybyś nią została i bardzo tego pragniesz, to wielki zaszczyt. Jan Paweł II mówił do ludzi młodych:” Nie lękajcie się być świętymi, świat dziś takich bardzo potrzebuje…” Twój argument musi być pewny i zawsze powiedziany z radosną twarzą, z uśmiechem, odpowiadaj tak, aby ten pozornie obrażający mógł zobaczyć swój nietakt. Świętość jest darem i zadaniem. Wiesz mamusiu, to bardzo trudne w dzisiejszych czasach mówić otwarcie o świętości. Dlatego właśnie wszystko co trudne ma w sobie wartość, tylko rzeczy łatwe i błahe nic nie kosztują, przelewają się  z ust do ust jak potok czyniąc ogromne spustoszenie w sercu człowieka. Jesteś kochana mamo, już wiem jak mam postępować i wcale się tego nie będę bała, zachęcę moje koleżanki do bycia dobrymi i wartościowymi.

 4. Zazdrość ???

Staś wrócił do domu ogromnie zdenerwowany. Przygotowałam ci obiad- powiedziała mama. Nie będę dziś nic jadł. Znów masz jakiś problem? A skąd wiesz mamo? Każda mam to czuje co przeżywa jej dziecko. Tak mi przykro i głupio, ten Janek z IV b znowu wygrał konkurs wiedzy o Polsce. To pięknie, wykrzyknęła mama. Macie prymusa w klasie i bardzo oczytanego kolegę. Powinieneś mu pogratulować- powiedziała z przekonaniem mama. Ważne mieć wiadomości w głowie a nie tylko w Internecie. To bardzo ważne aby dużo czytać i dużo wiedzieć. To dopiero prawdziwe bogactwo człowieka, którego nikt mu nie odbierze. Ja też uczyłem się i wiedziałem dużo, dlaczego więc nie ja tylko on?????

Stasiu- mama przygarnęła synka. Przemawia przez ciebie zazdrość a to mi się nie podoba. To wstrętna wada, której należy się jak najszybciej pozbyć. A co to jest wada?  To właśnie to o czym mówię. Zamiast zazdrościć Jankowi, trzeba mu serdecznie pogratulować i… po prostu dalej się wytrwale uczyć. Wiedza, którą zdobędziesz będzie twoja i nawet gdy nie wygrasz konkursu , pozostanie w tobie i będziesz wielkim , mądrym człowiekiem. To bardzo trudne- powiedział Staś, uczyć się i nie wygrywać. Przecież nie uczymy się dla konkursów, tylko dla ogólnej wiedzy, żeby być mądrym. Musisz być mądrym i odważnym , nie zniechęcać się. Pracować dalej i wytrwale. I obowiązkowo prosić Ducha św. o pomoc w rozumieniu i zdobywaniu mądrości. A kiedy uda ci się osiągnąć sukces- po prostu cieszyć się i nie pokazywać swojej wielkości. To dopiero sztuka i to dopiero pełne zwycięstwo. No więc Stasiu siadaj do obiadu a później zdobywaj wiedzę.

 3. Różnokolorowy bukiet.

Staś wpadł jak bomba do domu. Mamo! Mamo! mam dla ciebie wiadomość! Cóż takiego mój synku, umieram z ciekawości. Wiesz mamusiu do naszej klasy przyszedł nowy kolega. To fantastycznie- powiedziała mama, będziecie mieli nowego kolegę. Ależ mamo, on…on… on jest murzynem. No to co? Spytała zatroskana mama, czy to źle, że będziesz miał kolegę z dalekiego kraju. Ale on jest inny, po prostu ciemny jak czekolada.

Mama przytuliła synka i powiedziała, czy myślisz, że twój nowy kolega ma inne serce, inaczej widzi, czy inaczej słyszy? Nie wiem ale on jest taki inny, zupełnie odróżnia się od nas. Ale jest dzieckiem tak samo jak dzieci w waszej klasie. Przyniosłeś mi ostatnio taki piękny bukiet. Popatrz jakie tam są kwiaty. Małe, duże, średnie, kolorowe, każdy innego rodzaju a całość stanowi przepiękną kompozycję, którą podobno wybrałeś bez pomocy tatusia.

U Boga naszego Ojca wszyscy jesteśmy dziećmi, bez względu na kolor skóry. Jezus za wszystkich ludzi umarł na krzyżu, wszystkich kocha tak samo. Postaraj się od jutra pomóc twemu nowemu koledze wejść do waszej klasy, bądź jego pierwszym kolegą. Czy mogę na ciebie liczyć, spróbuj być jego jakby braciszkiem.  To bardzo piękny gest a ja byłabym dumna z mojego synka. Czy stać cię na to? Staś namyślał się chwilę, a później powiedział:” Dla ciebie mamusiu nie mogę niczego odmówić, jesteś moją kochana mamusią. Zaczynam od jutra”, choćby mnie to kosztowało bardzo wiele.

Jan Paweł II, kochał wszystkich ludzi, każdy był dla niego bratem, przytulał dzieci z każdego kontynentu, każdego koloru skóry, języka, wyznania- po prostu-każdego. Czy tak potrafisz? Wszyscy tworzymy jedno wielkie dzieło Boga. Myśl o drugim jak o sobie, zawsze dobrze.

 

 2.Nakarm ducha…

„ Mamo, co robisz?”- pyta Staś. Modlę się – Odpowiada mama. Znowu ?- pyta Staś. Jak co dzień – odpowiada mama. Codziennie to samo, jakie to nudne.

Stasiu- co ty teraz robisz?- pyta mama po skończonej modlitwie. Jem- odpowiada Staś. Znowu ?- pyta mama. Tak – odpowiada Staś, jestem strasznie głodny. Muszę być silny i zdrowy więc muszę jeść. Stasiu przecież wczoraj jadłeś. Oh! mamo, przecież to normalne.

Wiesz Stasiu, żeby ciało wzrastało, mężniało, było zdrowe, trzeba codziennie nawet kilkakrotnie jeść. Żeby dusza wzrastała i mężniała ku świętości- trzeba czynić to samo- codziennie kilkakrotnie, systematycznie karmić duszę modlitwą. Aha, teraz zaczynam pojmować. To jedz Stasiu, a kiedy się najesz to pamiętaj też o nakarmieniu duszy. A ja posilę teraz swoje ciało- powiedziała mama, wyciągając chleb z chlebaka i wędlinę z lodówki. Staś przytulił się do mamy. Jesteś najukochańszą mamą na świecie, potrafisz tak prosto i pięknie mówić o sprawach trudnych. Nigdy bym tego nie pojął bez ciebie. Jak dobrze mieć taką kochającą i mądrą mamusię. Wtedy jest równowaga we wzroście duszy i ciała. Jan Paweł II kochał młodych, wiedział, że potrzebują mądrych rad i wskazówek. A oni chłonęli jego słowa i kochali go, jak się kocha dobrego, wymagającego ojca, który chce dobra swoich dzieci. Bóg w świętych swoich nieustannie szuka miejsca dla swojego Syna. Czy słuchasz ich? Czy rozumiesz, że chcą tylko twojego dobra tu i w wieczności?

 1. Zrównoważony wzrost.

Staś wybiera się na trening. Nowe buty, koszulka, spodenki, picie, coś do przegryzienia , plecak na siebie i w drogę. Idę mamusiu na trening. Po 2 godzinach treningu w piłce nożnej Staś wraca wykończony. Ale jestem zmęczony- krzyczy już od drzwi a głodny, jak lew albo dwa.

Przygotowałam ci twoje ulubione danie, wiedziałam że tak będzie. A po posiłku i odpoczynku, idziemy na drugi trening. O nie, już na dziś dosyć- mówi zwycięsko Staś. Jak to pyta mama?- czy ja mam synka mięczaka? Teraz czas na trening duchowy. Musi być równowaga: było coś dla ciała, teraz będzie coś dla ducha. Dzisiaj spotkanie dla dzieci w kościele. Jestem zmęczony. To już wiem. Trenowałeś 2 godziny dla zdrowia ciała, teraz potrenujemy 30 minut dla ducha i wrócisz, pełnowartościowy sportowiec Pana Boga. Jaką ja mam kochaną mamusię, czy wszystkie dzieci mają takie mądre mamy?- pyta sam siebie Staś. Gdybym o tym się nie dowiedział, byłbym sportowcem wytrenowanym z jednej strony – od strony ciała i zupełnie zwiotczały na duchu. Równowaga ducha i ciała to dopiero to! Rosnę zrównoważony dzięki mojej kochanej mamie.

Pomyśl, że p. Emilia mamusia małego Lolka późniejszego Jana Pawła II odeszła do nieba, gdy miał 9 lat. Zaufał Maryi „Totus Tuus”, a Ona poprowadziła go jak najlepsza z matek- ku świętości. Dziś koniecznie powiedz coś miłego twojej mamusi, ona na pewno na to czeka.